Lakomik.COM

Transport w Quito

W Quito nie ma metra. Za to miasto stworzyło ciekawe linie autobusowe, które mają przypominać coś w jego rodzaju. Pierwszą z nich jest Trolebús, czyli po prostu Trolejbus, który łączy północ z południem. To mój ulubiony środek transportu. Problem jedynie jest taki, że niektóre przystanki są chyba w budowie i trolejbus po prostu tam nie staje. Ale na szczęście odległość między poszczególnymi stacjami nie jest zbyt wielka, dlatego zawsze można troszkę się przejść i podejść. Drugą linią, która tworzy tzw. Metrobús-Q jest Ecovía. Ogólnie rzadko z niej korzystam, ale jest ona bardzo przydatna, np. żeby dostać się do takich terminali jak Ofelia (skąd można się dostać do La Mitad del Mundo) czy do stacji Río Coca (skąd odjeżdżają autobusy na lotnisko – 2$). Pojazdy z tej serii mają swój własny pas, po którym zwykłe samochody nie powinny jeździć. Jest to w miarę dobre rozwiązanie, szczególnie w centrum (chociaż tam ze względu na stare budownictwo takich pasów jest bardzo mało) i na północy, gdzie ruch jest dosyć duży. Z drugiej strony Quito to nie jest wielka metropolia, więc jakichś strasznych korków tu znowu nie ma, więc nie ma się co spodziewać super zatłoczonych ulic. Miła jest też cena biletów. Przejazd kosztuje 0,25$, a bilety kupuje się u pań (panów nie widziałam) w okienkach, które przyjmują banknoty do 5$. Jedynie to niestety kultura jazdy jest tu na dosyć niskim poziomie. Zdarza się, że samochody osobowe blokują autobusom wjazd na swój tor, tzn. auta wjeżdżające ze skrzyżowań kierują się na swój pas czyli na środek i niestety nie robią miejsca dla autobusu, żeby przejechał i zastawiają mu drogę, bo na ich pasie jest korek, więc zamiast zaczekać trochę dalej, jeszcze na swojej ulicy to pchają się na pas przeznaczony dla linii Metrobús… No nic, tak już mają, boją się, że jak teraz nie wjadą to już nigdy im się nie uda. 😉 Po mieście jeżdżą też zwykłe autobusy, które nie mają tylko jednego toru. Są to autobusy niebieskie, które wydzielają z siebie niesamowite spaliny – czarny dym, podobno to Diesle, stąd ta straszna chmura. Bilet kupuje się tam u pracownika-kontrolera. Tzn. w autobusie jest kierowca i jego prawa ręka, która zajmuje się sprzedażą biletów. Tak jak w systemie Metrobús bilet kosztuje 0,25$. Na szczęście, pomimo strajków pracowników miasto nie podwyższyło jeszcze ceny biletów. Co ciekawe niebieskie autobusy mają swoje ozdoby i przeróżne nazwy, np. Bus Tipo San Carlos. Niektóre mają również na sobie naklejoną podobiznę Papieża Polaka. W zwykłych autobusach również ciekawe jest wysiadanie i wsiadanie. Często zdarza się, że kierowca mierze ludzi po prostu gdzieś po drodze. Jego pomocnik krzyczy przez okno dokąd jedzie autobus, a ludzie wsiadają w trakcie jazdy. Wysiadanie jest podobne.

Kolejną charakterystyką autobusów w Quito (i pewnie w całej Ameryce Pd.) są tzw. wędrowni sprzedawcy (vendedores ambulantes). Wchodzą do każdego autobusy czy jest pełny czy pusty – obojętne. Nie wiem jak oni to robią, ale potrafią się wszędzie wcisnąć, a na dodatek mają taką gadkę, że nie jeden przywódca narodu mógłby im pozazdrościć. Może prezydenci powinni ich zatrudnić do pisania przemówień? 😉 Potrafią gadać głośno i wyraźnie bez przerwy przez kilka dobrych minut. Sprzedają wszystko co możliwe, od cukierków i gum z liści koki przez filmy po produkty do odrobaczania. Ogólnie wyobraźni im nie brakuje. Nie płacą też za bilety. Na niektórych stacjach są nawet specjalne bramki dla osób pracujących. Oczywiście oprócz sprzedawców można też spotkać muzyków, magów czy ludzi po prostu proszących o pieniądze. Ciekawe jest również to, że w jednym czasie tylko jeden sprzedawca może oferować swoje produkty. Taka zasada. Kiedyś byłam świadkiem jak pewna pani sprzedawała coś w autobusie, na kolejnym przystanku weszło dwóch chłopaków, którzy chcieli coś zagrać na gitarach. Jak to zwykle bywa zaczęli swoje przemówienie, na co pani która właśnie pracowała powiedziała: ja teraz tu pracuję! Na co oni przytaknęli i wysiedli z autobusu. Ogólnie pracownicy nie wchodzą sobie w drogę.

Jednym z większych defektów transportu publicznego w Quito jest to, że autobusy zapełniają się dosłownie do granic możliwości. Żeby wysiąść na swoim przystanku trzeba wystarczającym wyprzedzeniem kierować, a może raczej pchać się do drzwi. Ludzie ogólnie nie wpadli na to, że można przepuścić innych wysiadając na chwilę z autobusu, tak więc przeciskanie się jest ekstremalne, a jak się ma jakąś torebkę czy plecak to już w ogóle. A propos właśnie tego tłoku zauważyłam, że tutaj kobiety nie mają wózków. Ok, widziałam w ciągu tego miesiąca tylko 1. Myślałam, że to wynika z tradycji czy ceny wózków. Większość kobiet nosi dzieci na rękach lub zawiązane materiałem z tyłu na plecach. Kolega jednak powiedział mi, że do autobusów nikt się nie pcha z wózkiem właśnie ze względu na tłok. 🙂 W sumie jest to możliwe, bo naprawdę jest ciężko z miejscem, nie wiem jakby taka kobieta miała wysiąść z autobusu z wózkiem… 😉

exhaust-fumes-372677_1280Zdjęcie: PIXABAY

3669605895_7794f533f0_zZdjęcie: FLICKR

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ameryka Łacińska, Ekwador, Podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.