Lakomik.COM

Co każdy weganin powinien wiedzieć o Iranie

WHAT YOU SHOULD KNOW ABOUT ARMENIA (1)Przed każdym wyjazdem boję się o swój jadłospis. Nie chodzi zupełnie o to, że nie będę miała w ogóle co jeść, bo przecież chleb i pomidor znajdzie się raczej wszędzie. Moją główną obawą, paradoksalnie, jest ludzka gościnność. Na szczęście podróżując po Europie nie ma się co martwić, bo przecież kto by tam nas czymś karmił 🙂 za to wyjeżdżając do Iranu naprawdę trzeba się przygotować.

Dopóki nie wyjechałam na Kaukaz tak na prawdę nie miałam pojęcia czym jest gościnność. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że u nas ona praktycznie nie istnieje. Oczywiście, wyjątek potwierdza regułę i jeśli znajdą się tacy, którzy namnożą przypadków gościnności Europejczyków to chwała im za to! Ja z mojego doświadczenia, znajdując się nadal pod wpływem magii kaukaskiej niestety gościnności u Polaków nie widzę. No ale mniejsza z tym. Wyjeżdżając do Iranu trzeba mieć się na baczności. Mięso to składnik, który wcale nie codziennie musi zawitać na stole Persów. Dlaczego? Bo jest drogie. Ale jak już przyjeżdża gość to nie ma innej możliwości – mięso musi być! Falafle, zupa z soczewicy, ryż z warzywami – potrawy, którymi każdy podróżujący weganin chętnie by się zajadał z reguły nie zostaną mu zaproponowane, ponieważ kojarzone są raczej z biedą. I wytłumacz teraz, że nie jesz mięsa, że bardzo chętnie zjesz sałątkę z ryżem. To jest dopiero wyzwanie.  Najlepszym rozwiązaniem wydaje się ściema pod tytułem: „mam uczulenie”, „lekarz mi zabronił”. Ale to i tak ciężki orzech do zgryzienia. Szczególnie jak Twoi towarzysze podróży to też weganie. 😉 Można jeszcze próbować zwalić na religię. W piątki chyba najłatwiej. Słowo, które można użyć to halal czyli coś co akceptowane jest przez naszą religię (wg Wikipedii: w islamie określenie wszystkiego, co jest dozwolone w świetle szariatu). Jeśli coś nie jest halal znaczy, że nie możemy tego jeść, tak więc soczewica jest halal, a mięso nie jest halal. Oczywiście nie łudźcie się, że zostaniecie zrozumiani. Z resztą to tak jak u nas. Ktoś to rozumie, ktoś akceptuje, a ktoś zupełnie nie widzi w tym sensu.

A tak już konkretnie. Co ja w tym Iranie mogę jeść? Szczerze to sporo. Dzięki pomocy znajomej weganki z Teheranu mam dla Was listę potraw, które z reguły są wegańskie. Niestety zamawiając je trzeba czasem coś dopowiedzieć co może okazać się problematyczne…

baghali polo (ryż z fasolą, zazwyczaj podaje się z mięsem, ale można zamówić bez – bedun guszt)
sabzi polo (ryż z ziołami, zazwyczaj podaje się z rybą, ale można zamówić bez – bedun mahi)
asz reszte (gęsta zupa z fasolą, ziołami i makaronem – uwaga, mnie chcieli dolać tam jakąś śmietanę czy coś w tym stylu, ale to już do gotowej zupy)
adasi (zupa z soczewicy)
lobia (zupa z fasoli)
zeitun parvarde (pasta z oliwek, ziół, orzechów włoskich i granatu)
moraba (coś w rodzaju dżemu)
falafel (danie kuchni libańskiej dostępne niemalże wszędzie w Iranie i to w niewiarygodnie niskiej cenie – płacisz jakieś 3000 tumanów, dostajesz bułkę i możesz brać tyle falafli i sałatek ile zechcesz)
soya spaghetti (bardzo popularne danie, które większość Irańczyków będzie Ci chciało przygotować jak tylko dowie się, że nie jesz mięsa)
sabzi samosa (pierożek z warzywami)

Potrawy potrawami, a dla prawdziwych koneserów smaku polecam bazary. Znajdziecie tam przepyszne warzywa i owoce, które może widzieliście w Polsce, a może nie widzieliście. Mniejsza z tym. Smak orzechów włoskich z Tebrizu, brzoskwini z Isfahanu i daktyli z Bandar Abbas to na prawdę coś, czego przez długi czas nie zapomnę. 🙂

To co uwielbiam w Iranie to punkty z wyciskanymi sokami. Mają wiele smaków, do moich ulubionych należy granat i zielony melon. Trzeba uważać, mogą dodawać cukier podobno. Najlepiej kupować tam, gdzie soki robione są na oczach klienta. Co ciekawe w sokarniach specjalizujących się w granacie możecie znaleźć 3 rodzaje smaku: słodki, mieszany i gorzki. Słodki nie oznacza, że jest z cukrem, to po prostu odmiana granatu. Mówię Wam, w grantach można się zakochać!

Co do deserów to w sumie przy tak bogatej ofercie owoców wcale nie ma się jakiejś wielkiej ochoty na słodycze. Ale jak już mam coś polecić to na pewno tzw. irańskie lody, które tak na prawdę nie są lodami, ale lodowym deserem. Falude to zamrożony makaron, który podaje się w różnych smakach. Ja spotkałam się z szafranowym i wiśniowym, jak i również z najpopularniejszym falude, które je się po prostu z sokiem z limonki. I ta opcja jest chyba najlepsza, bo falude jest niesamowicie słodkie! Z wiśnią też ujdzie. Z szafranem to już lekka przesada. 🙂 Jest jeszcze chałwa oczywiście, coś w rodzaju tureckiego lokum (po polsku to jest rachatłukum – tak przynajmniej twierdzi Wikipedia). W irańskim Azerbejdżanie słodkości jest więcej i przypominają one bardziej to co można zdobyć w Turcji. Moim numerem jeden jest gerezare. Nie wiem dokładnie jak nazywa się ten smakołyk, gerezare to proszek, którym jest posypany (jakaś zmielona roślina). To że nazywa się to gerezare wiem od znajomego z Tebrizu, jednak nie doszłam do tego jak to przetłumaczyć na polski. W każdym razie to całe gerezare można dostać na bazarze w Tebrizie i jest to najlepsza rzecz jaką jadłam w życiu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje ogólne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.