Lakomik.COM

(nie)bezpieczeństwo w Quito

Z moich, stosunkowo krótkich i ograniczonych obserwacji wynika, że żyjemy w bardzo sprzyjających warunkach. Wiem, nie zarabiamy tyle co Niemcy, nie jeździmy 2 razy w roku w ciepłe kraje i nie mamy w garażach mercedesów, no…. przynajmniej  moje środowisko. W każdym razie nasze problemy problemami raczej nazywać się nie powinny. Kocham podróże, bo dzięki nim dowiaduję się więcej o sobie, swoim kraju. Właśnie o to chodzi np. w zdobywaniu doświadczenia za granicą. Może być „zdobądź i wróć” albo i „nie wracaj”. Kto nie rozumie ten matoł. 🙂

Tak więc osoba, która całe życie spędziła w Polsce czuje się wolna. Może swobodnie chodzić po ulicy. Wiadomo, nie można też bezmyślnie łazić gdzie popadnie i się narażać, ale ogólnie powrót z imprezy o 3 w nocy nie musi przecież odbywać się taksówką. Swoboda poruszania się jest dla nas czymś zwykłym, chlebem powszednim, więc jej nie doceniamy. No ale jak to zwykle bywa, nie każdy ma to co mamy my, tak jak my nie mamy tego wszystkiego co mają inni. Chodzi po prostu o to, żeby nauczyć się doceniać.

Jak powszechnie wiadomo Ameryka Południowa jest jednym z niebezpieczniejszych kontynentów. Gangi, handel narkotykami… do tego dochodzi jeszcze niesamowita korupcja, bogactwa naturalne no i zróżnicowanie, które widać gołym okiem. U nas tak naprawdę różnic praktycznie nie widać, bo jak przypuszczam są maleńkie i na maleńką skalę. Tak więc przestępczość w Ameryce Południowej jest dosyć powszednia, szczególnie w większych miastach, gdzie te różnice widać. No bo jeśli cwaniak ma do wyboru zarabiać 200$ i ledwo wiązać koniec z końcem i patrzeć jak po drugiej stronie miasta albo i nawet czasem za przysłowiowym płotem sąsiad range roverem odwozi swoje dzieci do prywatnej szkoły to woli po prostu go okraść. Albo okraść turystę. No tak, bo przecież gringos mają pełno kasy, w plecakach Iphony, kamery Canon i inne bajery. Na dodatek są nieostrożni, nie znają realiów, nie zczają przecież, że w zatłoczonym autobusie wyciągam im telefon z plecaka czy kieszeni. I niestety tak jest. Oczywiście nie dotyczy to jedynie gringos. Tutejsi też są okradani.

Jak już wspominałam najgorzej jest w miastach. Poza nimi życie jest spokojne. Do miast przyjeżdżają różni ludzie: ci szukający lepszego, godnego i uczciwego życia oraz ci szukający łatwego i wygodnego życia. Jak to w życiu kwestia szczęścia na kogo trafisz, jednak zawsze warto przedsięwziąć środki ostrożności.

Stąd niestety życie nocne nie jest dla każdego, bo koszty wzrastają. Nie dość, że musisz wydać sporo kasy na drogie drinki czy piwa to jeszcze do domu lepiej wrócić taksówką. Zdarzało się często, że ludzie byli okradani po wyjściu z baru, w okolicy gdzie jest sporo ludzi, są bary, dyskoteki, tak więc powrót autobusem raczej nie jest wskazany.

Przykłady kradzieży z życia wziętych (Quito):

Zatłoczony autobus, telefon i aparat w przednich kieszeniach jeansów. Chociaż zasłaniasz je kurtką czy czymkolwiek innym w takim tłumie nie poczujesz. No i tym sposobem złodziej się wzbogaca, a Ty tracisz.

Wychodzisz z autobusu. Telefon w kieszeni kurtki, zamknięty na zamek, a z niego wychodzą słuchawki – słuchasz muzyki, jak ktoś Cię okradnie to usłyszysz (a raczej przestaniesz słyszeć). Wyciągasz słuchawki dosłownie na 5 sek., żeby powiedzieć cześć znajomemu. Wkładasz słuchawki z powrotem, muzyka przestała grać. Drzwi się zamykają, autobus odjeżdża…

Idziesz sobie grupą przez Mercado San Roque. W kieszeni masz komórkę. Za jakiś czas już jej nie masz. Nie wiadomo gdzie ani kiedy.

Jesteś u siebie w biurze, masz ważną rozmowę przez Skype. Telefon jest na biurku, obok Ciebie, obok klawiatury. Ktoś cały czas wchodzi i Ci przeszkadza. Wypraszasz go, ale on uparcie chce Ci dokuczać. Za jakiś czas sobie idzie. Ty kończysz Skype’a. Telefonu już nie ma.

Wychodzisz na przerwę z pracy. W biurze nie ma nikogo, są zaś kamery i ochrona na dole. Do Twojego biura wchodzi młoda dziewczyna, której po zbajerowaniu ochrony udało się wejść na teren placówki publicznej. Podchodzi do Twojego biurka i bierze laptop. Na dole ochrona powinna ją przeszukać, ale tego nie robi.

Zdarzają się też inne kradzieże, bardziej niebezpieczne i stresujące, tzw. napady. Właśnie wtedy jak chodzisz w miejsca niewskazane (np. pod mostem czy to na La Marín czy przy drodze na teleférico) lub o nieodpowiedniej porze (noc).

Podsumowując, nie ma się co na zapas stresować , ale po prostu trzeba być ostrożnym i rozsądnym. Rzeczy wartościowych nie należy ze sobą brać na imprezy. Za to wiadomo, że do zwiedzania je potrzebujemy (np. aparat). W miejscach turystycznych o normalnej porze nikt Cię nie napadnie. Jedynie trzeba uważać jeśli przemieszczasz się autobusem. Trzeba wtedy wszystkie rzeczy dobrze zabezpieczyć, tj. trzymać je w plecaku albo pod ubraniem albo z przodu i otulić rękami. 🙂

Jeśli niestety już Cię ktoś okradnie to jako turysta zgłaszasz to na posterunku Policía de Turismo. Jest ich sporo wszędzie. Wątpię, żeby policjanci mówili po angielsku, ale formularz jest dwujęzyczny. Oni wysyłają to później albo do Juzgado (w przypadku niewielkich przestępstw, bez użycia przemocy) albo do Fiscalía (jeśli wartość skradzionych rzeczy przekracza minimalną krajową, tj. trochę ponad 360$ i/lub została użyta przemoc). Z tego co mi powiedziano Juzgado dostaje 100 zgłoszeń dziennie, dlatego raczej to, że Waszą sprawę uda im się rozwiązać i znaleźć skradzione rzeczy jest nierealne. Jak możecie zablokujcie telefon przez IMEI w Polsce, tak pomożecie ekwadorskiej policji walczyć z czarnym rynkiem telefonów… W przypadku przestępstw z użyciem przemocy nie mam informacji, przypuszczam jednak, że jest to już poważniejsza sprawa, ale pewnie też ciężka do rozwiązania, bo jest tu raczej codziennością…

P.S. Bardzo proszę moją Mamę, żeby się nie przerażała. 🙂 Podróżując tak naprawdę dużo więcej można zyskać niż stracić…

dscf5061

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ekwador, Informacje i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „(nie)bezpieczeństwo w Quito

  1. magda kania pisze:

    Moja mądra córeczka 🙂